Darmowy, Granice, Rozwój

dlaczego ja?

Kiedyś „dlaczego ja?”, dziś „wybieram siebie”. Jak przestałam tłumaczyć się z tego, że żyję.

Przez bardzo długi czas moje życie kręciło się wokół dwóch pytań: „Dlaczego ja?” i „Dlaczego mnie to spotyka?”.

Kiedy w końcu trafiłam do gabinetu psychologa i miałam opisać, z czym tak naprawdę mam problem, przyniosłam zapisaną kartkę. Była pełna żalu. Wypisałam na niej wszystkie sytuacje, w których ludzie potraktowali mnie źle, niesprawiedliwie czy opryskliwie. Czekałam na współczucie, na potwierdzenie, że świat jest zły, a ja jestem po prostu bezbronną ofiarą tych wszystkich toksycznych zachowań.

I wtedy usłyszałam słowa, które zwaliły mnie z nóg:

„Zmianę musimy zacząć od pani”.

Byłam w absolutnym szoku. Poczułam wewnętrzny bunt. Jak to – ja mam się zmieniać? Ja?! Przecież to oni mówią do mnie brzydko! To oni są niemili! Dlaczego wina znowu ma leżeć po mojej stronie?

Lekcja z sąsiedzkiego podwórka.

Zrozumienie tego mechanizmu zajęło mi dużo czasu, a przełom przyszedł w najmniej oczekiwanym momencie.

Od zawsze lubiłam dobrze wyglądać, dbać o siebie i po prostu czuć się ze sobą dobrze. Pewnego dnia, gdy wystrojona wychodziłam na spotkanie, minęłam na podwórku sąsiadów. „Ooo, a gdzie ty się tak odszczeliłaś?” – rzucił ktoś w moim kierunku.

Mój wewnętrzny automat zadziałał natychmiast. Poczułam znajome ukłucie w brzuchu. Włączył się tryb obronny. Najpierw zaczęłam się gęsto tłumaczyć, dokąd idę i dlaczego tak wyglądam. Chwilę później, chcąc szybko odbić piłeczkę i zamaskować dyskomfort, rzuciłam: „Ja zawsze wyglądam ładnie, a ładnemu we wszystkim ładnie!”.

Odeszłam stamtąd z chaosem w głowie. I dopiero po czasie, gdy opadły emocje, dotarła do mnie uderzająca prawda.

Zbroja, która przestała być potrzebna.

Dziś patrzę na tamtą sytuację zupełnie inaczej. Zrozumiałam, co psycholog miał na myśli. Problem nie polegał na tym, że cały świat spiskował przeciwko mnie. Problem polegał na tym, że każdy, nawet najbardziej neutralny komentarz, odbierałam jako atak.

Nosiłam w sobie tak wielkie oczekiwanie na cios, że widziałam go wszędzie. Prawdopodobnie część z tych uwag wcale nie miała we mnie uderzyć – były po prostu luźnymi obserwacjami, czasem nieporadnymi komplementami, a czasem zwyczajną, ludzką ciekawością. A nawet jeśli ktoś faktycznie wbił szpilę – to ode mnie zależało, czy pozwolę jej wejść pod skórę.

Gdybym miała tę świadomość, którą mam dzisiaj, na tamto sąsiedzkie pytanie odpowiedziałabym po prostu:

„Dziękuję, miło, że zauważyliście, że ładnie wyglądam”.

Bez tłumaczenia się. Bez agresywnego odbijania piłeczki. Bez poczucia, że muszę udowadniać swoją wartość albo walczyć o przetrwanie na własnym podwórku.

Co daje ta zmiana?

Przeniesienie punktu ciężkości z co oni mi robią” na jak ja na to reaguję to nie jest branie winy na siebie. To odzyskanie kontroli.

Kiedyś oddawałam swoją energię i humor w ręce każdego, kto rzucił w moim kierunku choćby jedno słowo. Dziś wiem, że nie muszę stawać do każdej walki, którą ktoś próbuje mi narzucić. Mogę podziękować, mogę się uśmiechnąć, mogę milczeć. Moje poczucie wartości nie zależy już od tego, jak zinterpretuję minę sąsiada czy ton kasjerki w sklepie.

Przestałam pytać dlaczego ja?”. Dziś pytam siebie: „jak chcę na to odpowiedzieć, żeby pozostać w zgodzie ze sobą?”. I to jest najpiękniejsza wolność, jaką mogłam sobie podarować.

Teoria kontra życie, czyli ludzie jako lustra.

Oczywiście ta zmiana nie wydarzyła się z dnia na dzień. Przeczytałam stosy książek, skończyłam zaawansowany kurs stawiania granic, chłonęłam wiedzę jak gąbka. Poznałam definicje, mechanizmy obronne i techniki asertywności.

Wszystko to było cenną teorią, która dała mi solidne fundamenty. Ale sama teoria to za mało – prawdziwy egzamin przyszedł w codzienności. Książki i warsztaty to tylko mapa, a iść musiałam sama.

Największa rewolucja dokonała się wtedy, gdy połączyłam kropki: ludzie, których spotykamy na swojej drodze, są naszym lustrem. Dopóki nosiłam w sobie poczucie krzywdy, świat odbijał mi powody do żalu. Gdy nauczyłam się wybierać siebie i przejęłam odpowiedzialność za swoje reakcje, lustro zaczęło pokazywać zupełnie inny obraz: kobiety wolnej, spokojnej i pewnej swojej wartości.

Przestając traktować świat jak pole bitwy, odzyskujemy kontrolę nad własnym życiem. Dokładnie tak, jak powiedział Wayne Dyer:

„Kiedy zmieniasz sposób, w jaki patrzysz na rzeczy, rzeczy, na które patrzysz, zmieniają się”.